It s alright to be mean
Blog > Komentarze do wpisu
To się rozpisałam.

Jakbym miała opisać wszystko to, co się działo u mnie od ostatniego wpisu miejsca nie starczyłoby. Dość powiedzieć, że przeżyłam euforię jakiej dawno u mnie nie było, a potem straszny-straszny dół, najgorszy od kilku miesięcy. Teraz troszkę się ustabilizowało.

Nazbierało się problemów, terminy mnie gonią, biorę oddech i staram się jak najmocniej potrafię bez liczenia na innych. Czuję się dorosła, odpowiedzialna za swoje czyny, świadoma, że to nikt inny tylko ja kształtuję swoją przyszłość. Muszę być dzielna, jakkolwiek infantylnie to brzmi.

Wiadomo, że jest mi ciężko, czuję się bardzo samotna, ale cóż... Rzadko kiedy jest inaczej i chyba tak już zostanie, więc staram się zbudować swoje życie akceptując to. Już nie chcę łasić się i poniżać byleby uzyskać akceptację otoczenia, która w gruncie rzeczy sprowadza się do bycia takim jak inni. Ja nie jestem taka jak inni. Jak się komuś nie podoba, no to cóż... to jego problem. Może kiedyś spotkam kogoś kto zaakceptuję mnie taka jaka jestem i nie będzie chciał mnie zmieniać. Może. Ale nie mogę uzależniać swoich planów na życie od tego czy może gdzieś kiedyś spotkam kogoś. Za dużo tu gdybania.

Teraz nie idę na kompromisy. Nie gram osoby, która inni chcą we mnie widzieć.
Są pierwsze efekty - niektóre osoby się ode mnie odsunęły. Inne zmieniły o mnie zdanie. I, co jest dosyć absurdalne, wzbudzam zainteresowanie.

Nie twierdzę, że łatwo jest powiedzieć nudnej, upierdliwej kujonce, że nie interesują mnie jej wywody o tym, w którym szmateksie kupiła swoje beznadziejne ciuchy. Lub powiedzieć koleżance z roku, żeby się zamknęła, bo już piętnasty raz mówi jak to, żałuje, że pierwszy raz nie całowała się z chłopakiem z którym aktualnie jest, a z jakimś kolesiem na imprezie na której pierwszy i jedyny raz się upiła dwoma piwami z sokiem. Lub przyznać się do tego, że z domówki pamiętam pierwsze pół godziny, bo tamte kilka dni jest dla mnie czarną dziurę z powodu morza wypitego alkoholu. Lub chłopakowi poznanemu w pubie, że jest strasznie miły i fajny, ale tak naprawdę to ja nie planuje z nim dalszej części swojego życia, a jedynie chciałam żeby mi piwo postawił. Zawsze byłam miła i uprzejma. Teraz również, ale dla tych dla których warto się starać. 

sobota, 04 października 2008, milva87
TrackBack
TrackBack URL wpisu: