It s alright to be mean
RSS
czwartek, 06 listopada 2008
The Streets - 4.11.

Mike Skinner nie dość, że wskazał na mnie śpiewając It's too late (bardzo ważny dla mnie utwór) to jeszcze powiedział "You look sad". Śmieszne, że całą ta ekscytację i radość mogę zawrzeć w jednym smutnym zdaniu.




21:52, milva87
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 października 2008
Music is my boyfriend.

Ostatnio zaczęłam odchodzić od stricte rockowych brzmień. Słucham dużo The Streets,faza wróciła jeszcze bardziej potężna. Wiem, że częściowo jest to spowodowane zbliżającym się koncertem (to już 4 listopada!). Poszukuję czegoś nowego, świeżego, męczy mnie to całe indi-srindi, kolejne zespoły oferujące to samo co wcześniejsze, ale pod inna nazwą.

Teraz zasłuchuję się dwiema nowymi rzeczami.

Example, który mnie po prostu rozwala. "What We Made" nie jest może idealna płytą, ale sa na niej perełki takie jak "You Can't Rap", "No Sleep For The Wicked" i tytułowe "What We Made". Po za tym jest wiele fajnych rozwiązań, a Example ma baaardzo przyjemny głos. Jeszcze jakby zrezygnował z piosenek typu "Milk Your Goat". Ok, jedna czy dwie jest ok, ale bez przesady. Nie będzie się go traktowac poważnie, a przecież potrafi mówić o rzeczach ważnych. Ogólnie jestem addicted to beat.


 
Hadouken! Poznałam tak samo jak Example, czyli dzięki Beat Stevie. No cóż, nie dość że są uroczy to jeszcze muzyka jest świetna. Po prostu słuchając napełniam się energią i mam ochotę desperacko rzucić się do apokaliptycznego tańca. Ulubiony utwór "Wait For You". Dopiero zaczęłam słuchać, więc nic więcej nie mówię.





11:28, milva87
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
Mój.

Siedzę przy biurku. Okleina imitująca drewno idealna do pisania po niej ołówkiem. Po lewej stosik - Business English, kserówki, gruby zeszyt, który starczy mi na rok. Czarne głośniki, czerwona lampka, płaski monitor, który błogosławię. Maskotka od mojej mamy, której wyrzucić nie mogę, bo się obrazi. Samoprzylepne karteczki w dziwnie pastelowych kolorach. Hipopotamowata podstawka pod komórkę, która i tak lezy na blacie. Lusterko wysmarowane złotym brokatem kilka lat temu. Szklana cukierniczka w kolorze morskim (jest taki kolor? chyba nie...) z kolczykami, kurczakami wielkanocnymi, drobnymi, spinaczami, etc. Zielona świeczka. Figurka słonia na niej. Oprócz tego niebieska myszka podświetlająca się na różowo (prezent od wujka). Naprzeciwko mnie "No Logo" Naomi Klein. Ipod, słuchawki, ołówek, długopis Watermana, który ubóstwiam, zakładka nieświadomie zabrana mojej mamie.

Większość tych rzeczy jest ze mną od lat. Nigdy nie uważałam, że są szczególnie ładne, raczej do siebie nie pasują.

Krotka lustracja pokoju potwierdza, że nie umiem zapanowac nad lekkim chaosem, który raz wtworzony nie chce zniknąć.

Dużo kolorów. Sporo wzorów. Rzeczy, które wybierałam starannie lub na które wpadałam przypadkowo. Masa książek. Na półkach i leżących w stosach na podłodze. Powciskanych między ciuchy, poupychanych po szafach.

Coraz bardziej lubię swój pokój. Nie chcę już żadnych zmian. Lubię spędzac tu czas.

Będzie mi go brakowało. Kiedyś, w przyszłości.

Buty porozwalane przy wejściu - baletki, trampki, pantofle na obcasie, półbuty.

Moje kaktusy. Rośliny, które przetrwały. Nie lubię roślin w pokoju, ale te szanuję za silny instynkt przetrwania.

Wszystkie moje rzeczy trzymam w swoim pokoju. Nie zostawiam kurtki w przedpokoju na wieszaku, ani nie trzymam butów tam gdzie moi rodzice. Po to by niegdy więcej nie powiedzieli mi, że wszędzie zostawiam swoje rzeczy, że nie sprzatam po sobie, itp. Od kilku lat taktyka się sprawdza.

Lubię tu siedzieć i słuchać Example'a.

Jedyną zadziwiającą rzeczą jest to jak mało osób widziało mój pokój. Nikt mnie nie odwiedza. Już nie oszukuję się, że to dlatego, że mieszkam poza miastem. Jakby komus zależało to by mnie odwiedził. Ale teraz tym się już nie przejmuję. Nie lubię jak ktoś inny oprócz mnie przebywa w moim pokoju.
21:02, milva87
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 października 2008
To się rozpisałam.

Jakbym miała opisać wszystko to, co się działo u mnie od ostatniego wpisu miejsca nie starczyłoby. Dość powiedzieć, że przeżyłam euforię jakiej dawno u mnie nie było, a potem straszny-straszny dół, najgorszy od kilku miesięcy. Teraz troszkę się ustabilizowało.

Nazbierało się problemów, terminy mnie gonią, biorę oddech i staram się jak najmocniej potrafię bez liczenia na innych. Czuję się dorosła, odpowiedzialna za swoje czyny, świadoma, że to nikt inny tylko ja kształtuję swoją przyszłość. Muszę być dzielna, jakkolwiek infantylnie to brzmi.

Wiadomo, że jest mi ciężko, czuję się bardzo samotna, ale cóż... Rzadko kiedy jest inaczej i chyba tak już zostanie, więc staram się zbudować swoje życie akceptując to. Już nie chcę łasić się i poniżać byleby uzyskać akceptację otoczenia, która w gruncie rzeczy sprowadza się do bycia takim jak inni. Ja nie jestem taka jak inni. Jak się komuś nie podoba, no to cóż... to jego problem. Może kiedyś spotkam kogoś kto zaakceptuję mnie taka jaka jestem i nie będzie chciał mnie zmieniać. Może. Ale nie mogę uzależniać swoich planów na życie od tego czy może gdzieś kiedyś spotkam kogoś. Za dużo tu gdybania.

Teraz nie idę na kompromisy. Nie gram osoby, która inni chcą we mnie widzieć.
Są pierwsze efekty - niektóre osoby się ode mnie odsunęły. Inne zmieniły o mnie zdanie. I, co jest dosyć absurdalne, wzbudzam zainteresowanie.

Nie twierdzę, że łatwo jest powiedzieć nudnej, upierdliwej kujonce, że nie interesują mnie jej wywody o tym, w którym szmateksie kupiła swoje beznadziejne ciuchy. Lub powiedzieć koleżance z roku, żeby się zamknęła, bo już piętnasty raz mówi jak to, żałuje, że pierwszy raz nie całowała się z chłopakiem z którym aktualnie jest, a z jakimś kolesiem na imprezie na której pierwszy i jedyny raz się upiła dwoma piwami z sokiem. Lub przyznać się do tego, że z domówki pamiętam pierwsze pół godziny, bo tamte kilka dni jest dla mnie czarną dziurę z powodu morza wypitego alkoholu. Lub chłopakowi poznanemu w pubie, że jest strasznie miły i fajny, ale tak naprawdę to ja nie planuje z nim dalszej części swojego życia, a jedynie chciałam żeby mi piwo postawił. Zawsze byłam miła i uprzejma. Teraz również, ale dla tych dla których warto się starać. 

19:07, milva87
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 sierpnia 2008
wrzesień czuć.
Niespodziewanie i wbrew sobie poszłam do pracy na sezon. Spodziewałam się powtórki koszmaru sprzed 4 lat, a okazało się, że nie było tak źle. Myślę, że te 51 dni można zaliczyć na plus.

Niestety teraz nie potrafię się odnaleźć. Codzienne czynności wydają mi się jedynie reminiscencją wspomnień. Wszystko wydaje mi się jednocześnie obce i dobrze znane, zachwycające, ale niezrozumiałe. Ciężko to wytłumaczyć.

W takiej oto sytuacji znalazła mnie książka Tańcz, tańcz, tańcz Murakamiego, którą dostałam na imieniny, a o której zapomniałam kompletnie. Nie istnieje coś takiego jak przypadek.

Powoli próbuję odbudowywać relacje z otaczającym światem, ale ciągle coś staje mi na przeszkodzie. To co uważałam za czyste i obiecujące, zostało mi zobrzydzone. Przypomina to budowanie zamków z piasku ustawicznie zmywanych przez fale. Może kiedyś mi się uda. A może jestem skazana na ciągłe próby, bez nadziei na osiągnięcie sukcesu.

Przyszłość znów stała się dla mnie nieodgadniona. Czuję dreszcz fascynacji. Przyjmę wszystko, złe i dobre.

Jesień to obietnica. Początek. Fascynacja i namiętność.
18:49, milva87
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 czerwca 2008
w trakcie uczenia się na egzamin z amerykańskiej...

Emily Dickinson

Heart, we will forget him!

Heart, we will forget him!
You an I, tonight!
You may forget the warmth he gave,
I will forget the light.

When you have done, pray tell me
That I my thoughts may dim;
Haste! lest while you're lagging.
I may remember him!

14:37, milva87
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 czerwca 2008
zmęczona.
Dużo się u mnie działo przez czerwiec. Dalej dzieje. Wszystko się na raz zwaliło. Po za tym mam ciężką sesję, która na szczęście ma się ku końcowi. Jeszcze tylko jeden egzamin. Siedem innych za mną. Lepszych ocen nie miałam nigdy. Esej napisałam najlepiej na roku. Będę miała najniższe stypendium naukowe w przyszłym roku, co znaczy wiele dla mnie jako docenienie moich wysiłków.

Ciężko mi jest, bo się nieszczęśliwie zakochałam w wykładowcy. Nigdy nie przypuszczałam, że coś tak banalnego mi się przydarzy. I że coś tak banalnego może aż tak destruktywnie wpłynąć na moje życie. Przez wakacje muszę sobie z tym poradzić, bo to jego wybrałam na swojego promotora. Wiem, że docenia moją pracę (patrz esej) i że chwalił mnie przed innymi wykładowcami. Wiele to dla mnie znaczy, bo nikt nie docenia pracy jaką wkładam w naukę, która jest dla mnie bardzo ważna.

Nie wiem, co właściwie chciałam napisać. Nie mogę zebrać myśli, jestem zbyt zmęczona.

Niech ta sesja się skończy, niech się skończy ten czerwiec.


21:39, milva87
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 maja 2008
.
Właściwie to nie wiem co mi jest i czy coś w ogóle mi jest. Balansuję na krawędzi. Czuję obrzydzenie do świata i do innych ludzi - nie mam ochoty, żeby mnie dotykali, przechodzili koło mnie, mówili do mnie lub stali koło mnie. Każdy kontakt ze światem zewnętrznym okupuję wręcz fizycznym bólem. Chodze poirytowana. Boli mnie głęboko w piersiach.

Ludzie mnie oszukują z uśmiechem na twarzach. Najbliższe osoby, albo te które uważałam za najbliższe. Poświęcam się, aby im było wygodnie, miło i sympatycznie, ale nikt nie pomyśli o tym, że i ja chciałabym, żeby ktoś się mną zajął. Moja troska jest bezinteresowna, ale czasem mnie frustruje. Zmuszam się do zrezygnowania z egoizmu, bo zaczął przybierać zbyt ekstremalną formę.

"Jak kogoś nie lubię to niech spierdala, ale jak juz lubię to jestem taki, że nieba bym uchylił" - nowa znajomość? Może coś z tego będzie.

Zachowując się jak ostatnia szmata, pijąc na umór co chyba zawsze będzie moim problemem i obmacując się z chłopakami na dyskotekach, gram rolę pilnej i miłej studentki.

Przy nim słabo mi się robi, serce mi wali jak szalone i zapominam nawet najprostszych słówek. Nie uważam jednak, że to miłość. Można powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Czy to nie jest tak, że uznaję inne osoby za zajebiście inteligentne tylko dlatego, że wiedzą inne rzeczy niż ja?

Mam tyle egzaminów, nie umiem nic, a to co umiem nie przyda mi się na egzaminach. Czy ja coś umiem robić naprawdę dobrze? Tak, umiem kłamać. Przepięknie. I nigdy się nie gubię w tych moim kłamstwach, nigdy. Kłamstwo ma krótkie nogi? Tylko w przypadku ludzi, któryz nie potrafią kłamać. Jest to choroba. Jak ktoś się mnie spyta co miałam na obiad, a miałam zupę, to odpowiem, że makaron z truskawkami. Weszło mi w krew wiele lat temu i teraz bardzo ciężko jest mi nie kłamać. Nawet nie czuję wrzutów sumienia. Zazwyczaj jak już kogoż poznam dobrze, to nie kłamię aż tyle. Kiedyś jak bedę miała za dużo pieniędzy znajde sobie zajebiście dobrego psychologa, który powiąże moje notoryczne kłamanie z doświadczeniem z wczesnego dzieciństwa, które zmyślę.



"User Friendly"

Use me when you want to come
I've bled just to have your touch
When I'm in you I want to die

User friendly fucking dopestar obscene
Will you die when you're high
You'd never die just for me
She says,
"I'm not in love, but I'm gonna fuck you
'til somebody better comes along."

Use me like I was a whore
Relationships are such a bore
Deleted the ones that you've fucked

User friendly fucking dopestar obscene
Will you die when you're high
You'd never die just for me
She says,
"I'm not in love, but I'm gonna fuck you
'til somebody better comes along."


18:22, milva87
Link Komentarze (1) »
środa, 07 maja 2008
ego ego ego.

Boże, jest tyle, tyle książek, które muszę przeczytać, dogłębnie poznać, a tak mało czasu. Ciągle zbyt mało czasu - na czytanie, naukę, naprawianie relacji z innymi ludźmi, na chłonięcie rzeczywistości, na życie, na przystosowywanie się.

Wszystko tak szybko się zmienia i dzieje się. A ja nie mogę wskoczyć we właściwy rytm, jestem ciągle 1/3 taktu za. Czasem udaję mi się  być zupełnie zwyczajną, typową polską studentką - bez większych ambicji, byle zdać i do przodu, lubiącą wypić piwo i potańczyć z chłopakami na dysku-błysku albo poplotkować o chłopakach i seksie. Ale choć bywa to miłe to czuję, że to nie jestem prawdziwa ja. Takie to fałszywe i obrzydliwe, że aż mnie mdli. Takie udawanie słitaśnej dziewuszki, party laski, etc. Czemu nie mogę być jak inne one?

To ta chora ambicja, kompleks Boga - niczym nie uzasadnione, oprócz wybujałego ego.
21:57, milva87
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 kwietnia 2008
Coldplay "Fix You"


When you try your best, but you don't succeed
When you get what you want, but not what you need
When you feel so tired, but you can't sleep
Stuck in reverse
When the tears come streaming down your faceigni
When you lose something you can't replace
When you love someone, but it goes to waste
Could it be worse?

Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you

High up above or down below
When you're too in love to let it go
If you never try you'll never know
Just what you're worth

Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you

Tears stream down your face
When you lose something you cannot replace
Tears stream down your face
And I...

Tears stream down on your face
I promise you I will learn from the mistakes
Tears stream down your face
And I...

Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you



19:54, milva87
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9